Uprzejmie proszę o zdradzenie mi tajemnicy tego miasta. Czemu tutaj nic się nie dzieje? Pomijam oczywiście fakt wielu imprez niedzielnych i innych chórków oraz koncertów muzyki strażackiej odbywających się na rynku. Te “imprezy” są jednak adresowane do starszej – liczniejszej (jak tak dalej pójdzie to chyba jedynej) grupy społecznej w Krośnie. Kiedyś były koncerty na Bursakach, jeszcze niedawno była knajpa Euforia która oprócz dużej dawki komercji organizowała rapowe koncerty a nawet reggae. Postawili na czarną muzykę i źle postawili. W tym mieście jedynie co się dobrze ma – to dobra dyskoteka z mocno popularną, powiedzmy “muzyką”. Przez wakacje były różne koncerty tylko nie w Krośnie – na Maleo Reggae Rockersi Nolongermusic (pomijając fakt, że koncert był mocno ewangelizujący) byłem w Besku. W zeszły weekend Myslowitz był koło Leska a parę tygodni wcześniej K.A.S.A. Kasowski gdzieś pod Krosnem. A u nas: owszem ciężki rock i metal dobrze się mają (i chwała za to fanom, że potrafią się zebrać, rzucić kasę dzięki czemu koncerty mają miejsce).
Ostatni Graffiti Jam i potem koncert kończący imprezę pokazał, że są ludzie i warto dla nich coś robić, tylko czemu miasto tego nie widzi? Czy to znaczy, że urzędnicy chcą sobie w świętym spokoju dożyć kolejnej kadencji? Chyba tak, inaczej sobie tego nie potrafię wytłumaczyć. Może nie wiedzą co można zrobić dla młodzieży żeby potem nie płakać, że część ucieka, albo cześć wyjeżdża na studia i nigdy nie wraca.
Czy Krosno to tylko Balony(które też zamieniły się w święto pijaństwa a nie miasta) i święto Wina? Jak tak to ja stąd spierdalam.
PS. Ostatnio jednak przeżyłem coś naprawdę spoko – nocne bułeczki z czekoladą w okolicach rynku. MNIAM




