Po lądowaniu na ziemi krośnieńskiej z ziemi bułgarskiej odżyła moja fascynacja tematem reggae/ragga/jungle. Minęło kilka a może kilkanaście dni, przyszła pierwsza impreza, potem druga. Nóżki wiedzą co dobre i na bibkach słodko tupały w rytm muzyki.
Jednak wirus nadszedł niespodziewanie, szepcząc mi do ucha: “funk or die!”. Zaraza zmaterializowała się pod postacią Dam Funka, który ostro namieszał na moim domowym sound systemie a zadomowiła się na dobre w jednym z (moim zdaniem i nie tylko) najlepszych i najbardziej produktywnych labeli na świecie – Stones Throw.
Zajebiste oldschoolowe brzmienie, głębokie bejslajny, efekty rodem z lat 80’s. To wszystko , zmącone cudownymi palcami Fanka tworzy niesamowitą, nową jakość., którą między innymi postaram się “zapuścić” na najbliższej imprezie – love invasion. Liczę się z ciężkim przyjęciem publiki ale nie mam wyboru (funk of die!).




